Nauka jest aktem twórczym
Metoda Julii Cameron służy naukowcom i badaczom, ponieważ nauka jest u podstaw działalnością twórczą i cierpi na te same blokady, co każda sztuka. Wyobrażanie sobie oryginalnej hipotezy, łączenie danych, których nikt nie łączył, intuicja, gdzie szukać, zanim uzyska się dowód: wszystko to jest czystą kreatywnością, a nie zwykłą logiką. Poranne strony odblokowują zablokowane myślenie i zmniejszają niepokój badacza; Spotkanie z artystą karmi intuicję i inkubację, w której rodzą się najlepsze pomysły naukowe. Metoda traktuje naukowca jako twórcę, którym jest.
Pogląd, że nauka to zimna logika, a sztuka inspiracja, jest trwałym i fałszywym mitem. Wielkich skoków naukowych prawie nigdy nie dokonuje się w drodze mechanicznej dedukcji: przychodzą one dzięki zdyscyplinowanej wyobraźni, odważnym analogiom i intuicjom, które później podlegają weryfikacji. Einstein wyobraził sobie podróż na promieniu światła. Kekulé powiedział, że wymyślił strukturę benzenu po tym, jak śnił o wężu gryzącym jego ogon. Te szczegółowo omówione historie wskazują na jedną prawdę: twórczy umysł naukowca działa w oparciu o te same mechanizmy, co umysł artysty, łącznie z nieświadomą inkubacją.
Co to oznacza dla Ciebie: Jeśli jesteś badaczem i czujesz się zablokowany, oschły lub niezdolny do pisania, nie ponosisz porażki jako naukowiec dlatego, że masz problem „artysty”. Masz dokładnie ten sam problem, co powieściopisarz stojący przed pustą kartką i rozwiązuje się go za pomocą tych samych narzędzi. Metoda Camerona nie jest obca Twojej twórczości: ma bezpośrednie zastosowanie.
Poincaré i inkubacja: kiedy pomysł pojawia się sam
Na początku XX wieku matematyk Henryk Poincare opisał zjawisko znane każdemu badaczowi: rozwiązania trudnych problemów często pojawiają się, gdy no pracuje nad nimi. Poincaré opowiedział, jak po tygodniach spędzonych nad problemem matematycznym rozwiązanie nagle przyszło mu do głowy, gdy wsiadł do autobusu i myślał o czymś innym. Ukuł w ten sposób jeden z pierwszych opisów faz twórczości: przygotowania, inkubacji, iluminacji i weryfikacji.
Faza inkubacja jest kluczowa i głęboko pokrewna metodzie Camerona. Podczas inkubacji świadomy umysł puszcza problem, a nieświadomość kontynuuje pracę nad nim. Świetne pomysły potrzebują tego pozornego czasu wolnego od pracy. A oto połączenie: spotkanie z artystą y chodzenie jako praktyka twórcza Z naukowego punktu widzenia są to celowe urządzenia do inkubacji. Badacz, który tylko pracuje, który nie pozwala sobie na spacery, przerwy i zastanawianie się, odmawia swojej nieświadomości przestrzeni, w której gotuje się rozwiązania. Ten, kto chroni tę przestrzeń, myśli lepiej.
„Dowodzimy tego za pomocą logiki, ale odkrywamy za pomocą intuicji”.
Henryk PoincarePoranne strony przeciw papierowej blokadzie
Istnieje blokada, którą prawie każdy badacz doskonale zna: papier. Masz dane, masz wyniki, a jednak pisanie artykułu trwa wiecznie, jest odkładane i powoduje udrękę. Pisanie nauki to pisanie i pisanie bloków. The poranne strony Atakują tę blokadę od jej korzeni.
Mechanizm jest podwójny. Po pierwsze, poranne strony usuwają niepokój – strach przed odrzuceniem recenzenta, syndrom oszusta tak powszechny w środowisku akademickim, presję „publikuj albo zgiń” – to właśnie paraliżuje pisanie. Po drugie, ćwiczą umiejętność pisania bez oceniania, co jest całkowitym przeciwieństwem perfekcjonizmu, który zamraża papiery. Badacz, który każdego ranka celowo pisze trzy złe strony, ćwiczy chęć przelania niedoskonałych słów na papier, co jest jedynym sposobem na rozpoczęcie szkicu. Pisz bez inspiracji Nie dotyczy to tylko powieściopisarzy: jest to umiejętność odróżniająca badacza publikującego od tego, który gromadzi wyniki bez ich rozpowszechniania.
Spotkanie z artystą karmi intuicję
Intuicja naukowa nie bierze się znikąd: zasila ją szeroki substrat wiedzy, doświadczenia i różnorodnych bodźców. Analogie, które prowadzą do przełomów – myślenie o mózgu jako o sieci, o genomie jako o tekście, o gospodarce jako o ekosystemie – wychodzą z umysłów, które pasjonowały się wieloma dziedzinami, nie tylko swoimi. The spotkanie z artystą Dla naukowca jest to sposób na świadome poszerzenie tego podłoża.
Randką z artystą dla badacza może być wizyta w muzeum sztuki i pozwolenie kształtom na sugerowanie wzorów, wzięcie udziału w pogadance z zupełnie obcej mu dziedziny, przeczytanie popularnej książki z innej dziedziny, spacer po konstrukcjach obserwujących przyrodę. Zwykła zasada: nie szukasz natychmiastowego zysku, tylko go odżywiasz. Jednak średnioterminowy wpływ na kreatywność naukową jest realny: najbardziej innowacyjne umysły w nauce są zwykle najbardziej interdyscyplinarne, przekraczają granice i przynoszą analogie z daleka. Randka z artystą instytucjonalizuje to przekraczanie granicy jako nawyk.
Perfekcjonizm i syndrom oszusta w środowisku akademickim
Kultura akademicka kultywuje dwie twórcze trucizny, którym metoda ta pomaga przeciwdziałać. Pierwszym z nich jest perfekcjonizm: presja rygoru, niezbędna w weryfikacji, przelewa się w fazę twórczą i ją dusi. Badacz, który do swoich pierwszych pomysłów stosuje poprzeczkę recenzenta, zabija śmiałe hipotezy przed ich zbadaniem. Faza generowania pomysłów wymaga pozwolenia na popełnianie błędów; weryfikacja, rygor. Myląc je blokami. Poranne strony przekwalifikowują umiejętność generowania bez osądzania.
Drugie to syndrom oszusta, wszechobecne w środowisku akademickim: poczucie, że nie dorastasz, że wkrótce odkryją, że nie zasługujesz na swoje miejsce. Strach ten paraliżuje pisanie, spowalnia wysyłanie propozycji, powoduje porzucanie obiecujących tekstów. Na porannych stronach, jak u każdego artysty, ten strach zostaje dostrzeżony, nazwany i traci siłę. Nie leczą, ale wyciągają z ciemności tam, gdzie wyrządza najwięcej szkód.
Dla doktorantów i postdoktorów: Praca dyplomowa i etapy habilitacyjne skupiają blokadę, izolację, presję i egzystencjalne wątpliwości co do własnej wartości. To twórczo bardzo trudny teren. Codzienna poranna praktyka pisarska i cotygodniowe spotkania z artystami zapewniają strukturę, dekompresję i odrobinę samoopieki w okresie, który zwykle cię pożera. To nie luksus: to utrzymanie narzędzia, którego używasz do badania, czyli ciebie.
Jak zintegrować metodę ze swoim życiem naukowym
Metoda nie konkuruje z Twoim rygorem metodologicznym i dyscypliną pracy; Działa na innym poziomie, czyli dbaniu o swój kreatywny umysł. Zacznij od porannych stron każdego ranka, przed otwarciem e-maila lub najnowszego eksperymentu. Użyj ich, aby pozbyć się niepokoju i zrobić miejsce na inkubację. Nie narzucaj im naukowych pomysłów; niech się pojawią, jeśli chcą.
Dodaj spotkanie z cotygodniowym artystą spoza Twojej dyscypliny: sztuka, przyroda, inna dziedzina wiedzy, wszystko, co poszerza Twoje podłoże. I szanuj inkubację: kiedy utkniesz z problemem, pamiętaj o Poincaré i pozwól sobie na spacer, pauzę, zmianę zadania. Zacięcia nie rozbija się przez mocniejsze ściskanie, ale poprzez strategiczne uwalnianie.
Wielka nauka i wielka sztuka mają ze sobą więcej wspólnego, niż przyznaje kultura. Obydwa zaczynają się w wyobraźni, cierpią na te same blokady i żywią się tymi samymi rytuałami uwagi i odpoczynku. Darwin codziennie kroczył swoją „ścieżką myślenia”. Poincaré znalazł rozwiązanie, wysiadając z autobusu. Metoda Camerona nie wymaga od naukowca mniej rygorystyczności; Przypomina, że za każdą hipotezą kryje się twórczy umysł, który również musi o siebie zadbać i daje do tego narzędzia.