Droga artysty i buddyzm mają tę samą intuicję dotyczącą uwagi. Poranne strony działają jak pisana medytacja: obserwujesz swój umysł, nie osądzając go. Randka z artystką to uważność w działaniu: pełna uwaga na coś pięknego, w samotności. Zbiegają się w postawie (uwaga, nieosądzanie, wytrwałość), ale różnią się w celu: buddyzm stara się uwolnić od cierpienia; Cameron, uwolnij kreatywność.
Każdy, kto zapoznał się zarówno z medytacjami buddyjskimi, jak i porannymi stronami Julii Cameron, zwykle zauważa to od razu: te dwie praktyki, zrodzone w zupełnie różnych światach, stykają się ze sobą w czymś głębokim. Nie są takie same. Ale oni rozmawiają. Zrozumienie, gdzie się pokrywają, a gdzie różnią, pomaga uzyskać więcej z obu.
Ten post nie ma na celu przekształcenia Camerona w nauczyciela zen lub buddyzmu w technikę twórczą. Ma na celu coś bardziej użytecznego: spojrzenie na dwie ścieżki uwagi i sprawdzenie, czego każda z nich uczy się od drugiej.
Poranne strony jako pisemna medytacja
Zacznijmy od najwyraźniejszej paraleli. W jednym medytacja, siedzenie W stylu buddyjskim siedzisz, podążasz za oddechem, a kiedy pojawia się myśl, obserwujesz ją i pozwalasz jej przepłynąć, nie dając się złapać. Nie prześladujecie go, nie potępiacie go, nie walczycie z nim. Po prostu widzisz, jak przychodzi i odchodzi, jak chmura na niebie.
The poranne strony Robią coś niesamowicie podobnego, tylko za pomocą pióra. Każdego ranka piszesz na trzech stronach ręcznie wszystko, co przychodzi ci do głowy: trywialne, niepokojące, powtarzalne, absurdalne. Główną instrukcją Camerona jest: nie oceniaj tego co piszesz. Nie musi być dobrze, ani spójnie, ani głęboko. Musisz po prostu wyjść.
Co to trenuje? Dokładnie to, co trenuje medytacja: umiejętność zobacz zawartość swojego umysłu z pewnym dystansem, bez utożsamiania się z każdą myślą. Kiedy piszesz na swoich stronach: „Jestem w rozsypce, nigdy niczego nie skończę”, przenosisz to z głowy na papier, gdzie możesz spojrzeć na to takim, jakim jest: myślą, a nie prawdą. To jest deidentyfikacja. Oznacza to, w języku buddyjskim, zaprzestanie przewożenia każdej fali przez ocean.
„Poranne strony to medytacja, sposób na potwierdzenie własnych doświadczeń”.
Julii Cameron, Droga artystyWarto wspomnieć o technicznej różnicy: cicha medytacja pozwala myślom przejść; strony przenoszą to na papier. Ale wynik jest bardziej podobny, niż sugeruje różnica. W obu przypadkach pod koniec praktyki umysł jest jaśniejszy, wewnętrzny sędzia jest niższy, a uwaga bardziej dostępna. Dlatego tak wielu medytujących, którzy odkrywają poranne strony, twierdzi, że czuje, że „to kolejne drzwi do tego samego pokoju”.
Spotkanie z artystą jako uważność w działaniu
Drugi filar metody, tj spotkanie z artystą, łączy się z inną gałęzią praktyki buddyjskiej: uważnością z poduszki, w życiu codziennym. Uważność to nie tylko siedzenie i medytacja; To mycie naczyń, czucie wody, chodzenie, czucie stóp, jedzenie z prawdziwym smakiem.
Spotkanie z artystą jest właśnie tym, przyłożonym do zdumienia. Idziesz sam, bez telefonu komórkowego, żeby zrobić coś, co cię odżywia: przejść się po rynku, obejrzeć obrazy, posłuchać muzyki, dotknąć tkanin w sklepie. Instrukcja jest bądź obecny i ciesz się bez produktywnego programu. Nie dowiesz się niczego pożytecznego. Nie będziesz publikować treści. Będziesz naprawdę patrzeć, naprawdę słuchać, być tam.
Nauczyciel medytacji rozpoznałby to natychmiast: jest to obecność, uważność, przebudzenie zmysłów z autopilota. Jedyną różnicą jest nacisk. Buddyjska uważność kultywuje obecność jako ścieżkę do równowagi; Cameron kultywuje to jako drogę do przyjemności i inspiracji. Ale ćwiczony mięsień jest ten sam.
Brak osądu: wspólne serce
Jeśli istnieje koncepcja, która naprawdę łączy te dwie praktyki, to właśnie nią jest nieosądzanie. W buddyzmie obserwowanie tego, co się pojawia, bez etykietowania tego jako dobre lub złe, jest podstawą spokoju i wewnętrznej wolności. W The Artist's Way ten sam brak osądu pozwala tej metodzie zadziałać: gdy tylko zaczniesz poprawiać, cenzurować lub oceniać to, co piszesz na swoich stronach, praktyka utknie.
Cameron ma imię dla wroga: Cenzor, ten wewnętrzny głos, który mówi: „to jest złe, to jest śmieszne, kim myślisz, że jesteś”. Buddyzm ma swoją własną mapę wewnętrznego sędziego i sposoby uwolnienia się od niego. Obie tradycje dochodzą do tego samego praktycznego wniosku: postęp nie polega na uciszeniu sędziego siłą, ale na zaprzestaniu jego posłuszeństwa. Słyszysz to, potwierdzasz to i mimo wszystko kontynuujesz swoją praktykę.
Gdzie metoda i buddyzm się rozstają
To tyle, jeśli chodzi o analogie. Jednak łączenie ich byłoby błędem. Istnieją poważne różnice i ich rozpoznanie pozwala uniknąć nieporozumień.
Ostateczny cel jest inny
Buddyzm jest w swej istocie ścieżką wyzwolenie od cierpienia poprzez zrozumienie nietrwałości, braku jaźni i oderwania. Kreatywność nie jest Twoim celem; W każdym razie byłby to produkt uboczny. Droga artysty ma natomiast zadeklarowany i konkretny cel: odblokuj i podtrzymaj swoje twórcze życie. Wykorzystaj duchowość jako środek do osiągnięcia tego celu. To kompasy wskazujące różne gwiazdy.
Utwórz kontra upuść
Oto najciekawsze napięcie. Klasyczna medytacja buddyjska kultywuje upuść, nie chwytanie, nie robienie. Cameron, z drugiej strony, popycha cię do tego produkować, materializować, kończyć pracę: napisz książkę, wystaw na wystawę, nagraj płytę. W metodzie tej kryje się impuls, który, patrząc z perspektywy pewnego buddyzmu, może wydawać się przywiązaniem do rezultatu.
Ale tę pozorną sprzeczność można dobrze rozwiązać w praktyce. Cameron nalega także na uwolnienie kontroli nad jak y kiedy Praca nadchodzi: robisz swoje (pokazujesz się codziennie) i przestajesz kurczowo trzymać się rezultatu. W swej istocie oznacza to działanie bez przywiązania do owocu, ideę, którą buddyzm – i inne tradycje wschodnie – dobrze znają. Tworzenie bez lgnięcia do sukcesu jest doskonale zgodne ze spokojnym umysłem.
Pytanie o Boga
Wreszcie Cameron nieustannie mówi o „Bogu” i „Stwórcy”, osobistym źródle, z którego wypływa kreatywność. Buddyzm nie jest zorganizowany wokół Boga-stwórcy; Twoja mapa jest inna. Nie przeszkadza to w łączeniu praktyk, jednak wskazane jest, aby nie mylić teistycznego języka Camerona ze światopoglądem buddyjskim. Ci, którzy wywodzą się z buddyzmu, mogą po prostu odczytać słowo „Stwórca” jako metaforę twórczego źródła, bez konieczności przyjmowania otaczającej go teologii. Od tego czasu też o tym rozmawialiśmy pogląd niereligijny.
Rutyna łącząca medytację i metodę
Wielu praktykujących wykonuje następujące czynności: krótką siedzącą medytację po przebudzeniu (dziesięć minut po oddechu) i bezpośrednio po przeczytaniu trzech porannych stron. Medytacja wyostrza uwagę; Tekst odkrywa to, co odkryło sit-in. Następnie raz w tygodniu umawiają się na spotkanie z artystą w ramach praktyki radosnej obecności.
Obie dyscypliny nie konkurują o tę samą przestrzeń mentalną. Pusty i spokojny; drugi przechwytuje i tworzy. Razem tworzą pełny cykl opieki.
Ta sama fizyka stałości
Jest jeszcze jeden zbieg okoliczności, który mówi wszystko. Jeśli zapytasz nauczyciela medytacji, jaki jest sekret, powie ci: siadaj codziennie, zwłaszcza w dni, kiedy nie masz na to ochoty. Jeśli zapytasz Julię Cameron, na czym polega sekret tej metody, powie Ci: pisz swoje strony codziennie, zwłaszcza w dni, kiedy nie masz na to ochoty.
Obie praktyki działają według pokorne i ciągłe powtarzanie, a nie momenty oświecenia. Oboje nie ufają fajerwerkom i ufają powolnej kadencji. Oboje proszą cię o pojawienie się. Oto być może najcenniejsza wspólna nauka: że przemiana – umysłu lub twórczego życia – nie następuje za jednym zamachem, ale od małej wierności do codziennego gestu.
Nie musisz wybierać pomiędzy poduszką a notatnikiem. Możesz usiąść i potem pisać. Można pomedytować nad oddechem, a potem spojrzeć na świat oczami artysty. Dwie ścieżki uwagi, które bez zamiaru prowadzą do tego samego miejsca: bardziej przebudzony umysł i bardziej żywe życie.