„Artysta jest tutaj”. – Znowu z notatnikami? – A po co to jest? Jeśli rozpocząłeś Drogę Artysty, a Twoja rodzina reaguje sarkazmem, wiesz, jak bardzo to boli. Nie jest to argumentowana krytyka; Jest to kpina, czasem pełna miłości, czasem mniej, która sprawia, że czujesz się śmiesznie z powodu poświęcania czasu na tworzenie. Rozumiemy, skąd się to bierze i jak się chronić.
Prawda jest niewygodna: kpina mówi o nich, a nie o Tobie
Oto pomysł, który zmienia wszystko. Kiedy ktoś naśmiewa się z tego, że odzyskałeś swoją kreatywność, prawie nigdy nie jest to ocena wartości tego, co robisz. To jest lustro Twojego własnego związku z kreatywnością. Osoba, która śmieje się z Twoich porannych stron, to zwykle osoba, która w pewnym momencie pogrzebała swój własny impuls twórczy, a widok, jak to robisz, porusza w niej coś, na co nie chce patrzeć.
Cameron ma na to określenie: „szaleńcy”, ludzie, którzy tworzą chaos wokół tych, którzy zaczynają tworzyć, oraz bardziej ogólne pojęcie o tym, jak reaguje otoczenie, gdy ktoś odzyskuje swoją twórczą energię. Nie zawsze jest to zło. Często jest to nieświadoma zazdrość lub strach, że Twoja zmiana ich pozostawi. Kpiny to sposób na pociągnięcie Cię w dół, abyś nie poczuł kontrastu.
„Kiedy zaczynamy poważnie traktować naszą kreatywność, niektórzy wokół nas czują się zagrożeni zmianami”.
Pomysł Julii Cameron na środowisko twórczeBo rodzina to najtrudniejszy przypadek
Z nieznajomym kpina się wymyka. Z rodziną przenika. Są trzy powody:
Znają cię już wcześniej. Rodzina ma ustalony obraz tego, kim „jesteś”, ukształtowany w dzieciństwie. Kiedy się zmieniasz, ten obraz się trzęsie, a wiele rodzin, nie zdając sobie z tego sprawy, wywiera presję, abyś powrócił do swojej zwykłej roli. „Nigdy nie interesowałeś się sztuką” nie jest faktem, jest to obrona tej wersji siebie, która jest dla nich wygodna.
Twoja opinia jest ważniejsza. Jesteśmy zaprogramowani, aby zabiegać o akceptację rodziny. Kpina ze strony matki lub brata aktywuje stare rany, których nie dotyka cudza kpina.
Łączy ich twórcza historia. Jeśli w Twojej rodzinie sztuka była zawsze postrzegana jako „strata czasu” lub „lenistwo”, Twoja praktyka podważa przekonania całej rodziny. Nie tylko się z Ciebie naśmiewają: oni bronią scenariusza, z którym też się poddali.
Konkretnie jak się chronić
Nie dziel się swoją praktyką z kimś, kto ją wyśmiewa.
Pierwsza zasada Camerona dotycząca ochrony rodzącej się kreatywności: nie wystawiaj jej na działanie sceptyków. Nie czytaj nikomu swoich porannych stron, zwłaszcza komuś, kto się z Ciebie naśmiewa. Nie zdradzaj szyderczej rodzinie swoich randek z artystą. Czego nie wiedzą, nie mogą zdeptać. Twoja praktyka jest z mocy prawa prywatna.
Nie kłóć się i nie usprawiedliwiaj
Kiedy pojawia się kpina, odruchem jest obrona argumentami. To nie działa: wkraczasz na ich terytorium i dajesz im więcej powodów do śmiechu. Lepiej odpowiedzieć krótką, bez dramatyzmu: „pasuje mi to” i zmienić temat. Nie musisz wygrywać debaty. Musisz kontynuować swoje sprawy.
Pamiętaj, że nie potrzebujesz ich zgody.
To jest rdzeń. Jesteś osobą dorosłą i Twoje prawo do tworzenia nie jest uzależnione od zgody rodziny. Ich kpiny nie mają władzy nad twoim życiem. Można je kochać i jednocześnie nie dawać im wpływu na to, jak spędzają czas. Obie rzeczy pasują.
Szukaj kreatywnych sojuszników na zewnątrz
Jeżeli w domu panuje śmiech, potrzebujesz wsparcia gdzie indziej. Społeczność, przyjaciel, który również tworzy, internetowa grupa metody. Cameron nazywa to posiadaniem „wierzących partnerów”. Pojedynczy sojusznik, który ceni to, co robisz, przeciwdziała kilku, którzy się śmieją.
Kpina ubrana w żart
Istnieje rodzaj kpiny, z którym szczególnie trudno sobie poradzić: ta, która pojawia się w kontekście „tylko żartuję”. Rodzina śmieje się z twoich notatników, a jeśli się zdenerwujesz, mówią ci: „Jakie to drażliwe, to był żart”. W ten sposób jesteś w pułapce: jeśli protestujesz, to ty jesteś problemem, ponieważ nie przyjmujesz żartów. To subtelny sposób na dezaktywację limitu.
Wyjściem jest nie złościć się i nie udawać, że jest to zabawne. To spokojne nazwanie schematu: „Wiem, że żartujesz, ale wolałbym, żebyś w tej kwestii nie żartował”. Powiedziawszy to bez dramatyzmu, wyraźnie wyznacz granicę, nie dając im satysfakcji z patrzenia na ciebie zdenerwowanego. Większość ludzi, słysząc to bez agresji, wzdryga się.
A jeśli żart będzie się powtarzał, mimo że o niego prosiłeś, nie jest to już humor: jest to ciągły brak szacunku i masz pełne prawo zdystansować się od tego tematu. Nie musisz dzielić się swoją praktyką z tymi, którzy upierają się, że ją wyśmiewają. Zatrzymanie tego dla siebie nie oznacza poddania się; To ochrona czegoś cennego przed tymi, którzy nie wiedzą, jak się tym zająć.
Pamiętaj też o czymś wyzwalającym: nie jesteś winien żadnych wyjaśnień. „Dlaczego to piszesz?”, „I co ci to da?” Nie są to pytania, na które masz obowiązek odpowiedzieć, jeśli mają drwiący ton. Wystarczy powiedzieć „bo mi się to podoba” i dalej robić swoje. Nie ma debaty o zwycięstwie.
Współczucie jako ostateczna strategia
Kiedy przestaniesz czuć się atakowany, będziesz mógł spojrzeć na kpinę innymi oczami: prawie zawsze kryje się za nią smutek. Osoba, która śmieje się z Twojego tekstu, mogła marzyć o pisaniu, ale nie miała odwagi. Widzenie tego w ten sposób nie zmusza cię do znoszenia braku szacunku, ale uwalnia cię od bólu. To nie tak, że twoja kreatywność jest śmieszna; Tyle, że ich boli.
Warto rozróżnić dwie sytuacje, które wydają się podobne, ale takie nie są. Jednym z nich jest okazjonalna kpina ze strony rodziny, która w głębi duszy cię kocha i po prostu nie rozumie: jest to denerwujące, ale jest powierzchowne i radzi sobie z osłonami z góry. Innym jest środowisko rodzinne, które jest systematycznie wrogie wszelkim oznakom Twojego rozwoju lub zmian, gdzie wyśmiewanie jest tylko jednym z wielu sposobów na utrzymanie Cię małym. Jeśli rozpoznajesz drugą opcję, oznacza to, że praca jest ważniejsza niż ochrona twoich notatników: to nauka zachowywania swojej tożsamości w obliczu systemu, który wywiera na ciebie presję, abyś jej nie posiadał. W takim przypadku poleganie na osobach z zewnątrz i, w razie potrzeby, na profesjonalnym wsparciu, nie jest przesadą; To rozsądne.
To jest bardzo podobne do tego, co się dzieje kiedy przyjaciele się rozstają o gdy para nie towarzyszy: wzór tła jest taki sam, twoja zmiana sprawia, że ci, którzy się nie zmieniają, czują się niekomfortowo. I tak jak w tych przypadkach, odpowiedzią nie jest porzucenie swojej ścieżki, ale... chroń go i kontynuuj. Kpina ucichnie. Twoja praca zostaje.